Władysławowo - 23.04.2005


rider:
spot:
time:
foto:
text:
JANUSZ
WŁADYSŁAWOWO
2005.04.23
Mariusz
Janusz



1. Zacznę od tego, że nie dostałem biletów na samolot do Kolonii.
Wtedy zacząłem obmyślać plan zastępczy. Myślałem, myślałem …



2. Jeździłem i znowu myślałem. O już trochę nudno, no więc dobrze,
przestałem myśleć i wtedy trochę dmuchnęło.



3. Konik podskoczył do góry a ja razem z nim. I w ten oto prosty sposób doszedłem do wniosku,
że mogę się wybrać w podróż na buggy. Amen.



4. Mariusz mi tu każe wymyślać ciągle komentarze do zdjęć,
a kogo to w końcu obchodzi co tam się działo.



5. Wykrochmaliłem się i tyle- choć jak widać jechałem dalej.



6. Wtedy to mi się przypomniało, że Mariusz przed wyjazdem wysłał sms-a do Krzysztofa,
który miał też przyjechać na Półwysep i jeszcze jedna osoba z Gdańska.



7. Wiaterek wiał idealnie prostopadle do brzegu, tyle że był tyci tyci za słaby.



8. Wiała mocna dwójeczka w porywach do trójki-czasami mocniejszej trójki.



9. Chciałem nabrać większego rozpędu i wycofałem się pod Władysławowo.



10. Zapomniałem jeszcze wspomnieć o zmianie zamocowania pasa trapezowego,
tym razem do wózka. Umocowałem go w dwu miejscach po obu stronach,
dla zachowania większej równowagi w powietrzu. Pomysł okazał się bardzo dobry.



11. Użyłem też haka bardzo łatwo odpinanego od pasa. Po mojej lewej stronie
widać wyraźnie wystającą taśmę, za którą należy pociągnąć by się wypiąć-jeżeli się zdąży …



12. To pierwsze próby podskoków na wózku i z wózkiem.



13. Zaczęło troszkę podwiewać. Na sypkim piasku prędkości do skakania były zbyt małe.
Spróbowałem więc rozbiegu na samym brzegu.



14. To był chyba najwyższy skok. Mariusz za długo siedział na tym kuble od farby więc go pogoniłem.



15. Tak na poważnie to skakałem dość wysoko, około 1,5 metra od ziemi.
Zauważyłem przy lądowaniu, że powinno się mieć przy skokach mniejsze ciśnienie w oponach.



16. Jeżeli wózek jest dobrze wyważony do skakania ,to z lądowaniem nie ma problemów.
Robiłem to pierwszy raz w życiu, a ani razu się nie wyłożyłem całkowicie, tzn wózek mnie nie przykrył.



17. To zdjęcie nie powinno się ukazać, bo nikogo nie chciałem urazić, hahaha.



18. Zabrałem też swego innego komorowca (ale nie tonącego) Petera Lynna o pow. 11,2 metra.
Był stanowczo słabszy od 9-cio metrowego Dudka.



19. Czas się zwijać. Jeżdżenie na trapezie przymocowanym do wózka jest kompletnie bezwysiłkowe.
Czułem się jakbym miał przymocowany silnik, ale płaci się za to,
dużo gorszym wyczuciem samego latawca jak i pojazdu. Jest to groźne przy dużym i porywistym wietrze.



20. To był dobry dzień. Skakanie z wózkiem jest dużą frajdą, trzeba jednak mocno uważać podczas lądowania,
zwłaszcza na kręgosłup-to nie woda.



21. Mariusz zauważył na swej kurtce (nowiutkiej i bardzo twarzowej) jakieś ślady
– jakby ktoś ćwiczył na nim strzały z paintballa. Ja też miałem na swojej dziwne tłuste ślady.



22. Podczas czyszczenia sprzętu, okazało się, że jest on też poplamiony. To są niestety ślady mazutu,
który jakiś statek spuścił do wody i odłożył się on w piasku na brzegu.



23. Kilka razy mi się już zdarzyło czyszczenie chemiczne ubrania z tego powodu. Takie są niestety nasze realia.



24. Jeszcze ostatnie spojrzenie od strony czystszej zatoki i wio do domu, do żony, do dzieci.
A, jeszcze bym zapomniał, na początku maja zaczyna się sezon na
Bellonę-taką rybę podobną do węgorza, łapie się ją na blachę. Jej zdjęcie, pieczonej w winie (zawiniętej w folii)
i jarzynach dołączam jako suplement, była bardzo smaczna.



PS.Krzysztof odpowiedział, że właśnie otrzymał sms-a. Pozdrowienia Janusz